You are currently browsing the tag archive for the ‘Olsztyn’ tag.

„Ból głowy potrafi być wredny. Zwłaszcza kiedy „nawiedza” mnie w kompletnie nieodpowiednich momentach. Dookoła cisza, spokój, brak nerwów i podwyższonego ciśnienia…a tu *bah*.”

Więcej na:

www.marakyo.pl

Reklamy

Olsztyn nie jest aż taki mały. Około 177 tysięcy mieszkańców to dla mnie nie mało ( wg danych GUS z dnia 31.12.2009 – 176457 mieszkańców).
Po spędzeniu we Wrocławiu (632146 mieszkańców) dwóch tygodni zauważam wiele różnic w zachowaniu mieszkańców Olsztyna i Wrocławia.

We Wrocławiu czerwone światło mogłoby nie istnieć. Zbyt wiele osób ma je gdzieś. Jeśli tylko wejście na pasy nie grozi potrąceniem, bo samochody są w miarę daleko, nikt nawet nie patrzy co pokazuje mu sygnalizacja świetlna.

Tramwaje są dużą różnicą między dwoma miastami.  W Olsztynie dopiero powstaną dwie linie. We Wrocławiu jest ich zdecydowanie więcej. Zachowanie młodzieży w tym środku komunikacji pozytywnie mnie zaskoczyło. Częstość ustępowania miejsc starszym była dla mnie zaskakująco miła. Nie wiem czy tak samo wygląda sytuacja we wrocławskich autobusach. Jeszcze nie miałam okazji z nich korzystać.

Niecierpliwość ludzi we Wrocławiu jest zdecydowanie wyższa niż u Olsztyniaków.
Z tym wiąże  się również zawyżony poziom wpadania na ludzi, szturchania się, wzdychania w kolejkach, a sporadycznie słowna próba interakcji obelżywych.

Z drugiej jednak strony poziom „pomocności” wrocławiaków jest w mojej ocenie trochę wyższy niż Olsztynian.

 

Podsumowując. Póki co próbuję się przyzwyczaić do otaczających mnie realiów, ale kilka „olsztyńskich nawyków” chyba we mnie pozostanie 😉

P.S. Dzisiejszy widok z balkonu prezentował się następująco:

Czasami jest tak, że wszystko „zwala mi się na głowę” na raz. Ostatnie dwa tygodnie właśnie takie były.

Znowu sąd i wizyty u prawnika.
Znowu spotkania organizacyjne w sprawie konwentu.
Znowu załatwianie papierkowych pierdół.

Tym razem niestety był i wypadek. Po porannych badaniach wyszłam ze szpitala, ale po chwili do niego wróciłam. Tym razem karetką. SOR*, tomografia, RTG, znowu SOR. Dobrze, że trafiłam do szpitala, w którym pracuje moja mama. Przynajmniej było kilka znajomych osób i było do kogo usta otworzyć.

* Szpitalny Odział Ratunkowy (wiem, że dla niektórych rozwinięcie tego skrótu jest pewnie oczywiste, ale spotkałam takie osoby, które nie miały pojęcia co to)

Przez to wszystko już któryś raz musiałam odkładać termin wyjazdu. ZNOWU.

Dobrze, że chociaż rodzicom urlop się trochę udał. W tym roku pojechali nad morze i na Jarmark Dominikański sami. Mama jednak zrealizowała wszystkie moje prośby. Kupowanie herbaty w pewnej gdańskiej herbaciarni chyba stanie się naszą tradycją. Już drugi raz wizyta w tym lokalu była ważnym punktem programu „gdańskiego wypadu”. W moim mieście w wielu herbaciarniach są herbaty o takich samych nazwach, czasem o bardzo podobnym składzie ale zdecydowanie nie smakują tak dobrze jak te. Tym razem mama kupiła mi o wiele większy zapas i mam nadzieję, że wystarczy mi on do przyszłorocznego jarmarku 😉

Dziękuję wszystkim, którzy mnie odwiedzali w czasie „pilnowania” domostwa i kociej lokatorki.  Specjalne podziękowania dla pewnej osóbki z Suwałk, która pełna zrozumienia, wysłuchiwała mojego zrzędzenia.

Z odwiedzinami wiąże się też miła historia. Po chyba pięciu latach bardzo ograniczonego kontaktu, do Olsztyna przyjechała moja znajoma ze swoim mężem. Cudowna para. Ona – przemiła. On – zabawny. Miło było się spotkać po tak długim czasie.

Dopiero wczoraj udało mi się wyjechać. Teraz może trochę odetchnę. W przyszłym tygodniu powrót do Olsztyna. Tym razem jednak nie będę jechała sama.

Piwo o aromacie lawendy było jednym z najsmaczniejszych trunków jakich miałam okazję spróbować podczas oblewania obrony. Pomysł połączenia piwa i aromatu lawendy – własny. Tego smaku nie zapomnę i mam zamiar go sukcesywnie „utrwalać”. Niedługo wejdę w posiadanie „lawendowej butelki” dzięki uprzejmości właścicielki olsztyńskiego pubu Pryzmat.  Syropy barmańskie, które Pani Ala sprowadza do swojego lokalu są po prostu nieziemskie!

Po procesie świętowania znaleźliśmy się ze znajomym w na pewnym koncercie. Kompletnie tego nie planowaliśmy. Oczekiwanie na wyjście zespołu umiliło mi „podglądanie szklanym okiem” pewnej pary.

Jak stwierdził mój towarzysz Tomek – „nie ma nic cenniejszego niż uśmiech kobiety” i na jego wyraźne życzenie drugie zdjęcie znalazło się tutaj 😉

Kilka fotek z koncertu (cholera nawet nie pamiętam co to był za zespół) :

Ogólnie teraz trwam w fazie załatwiania.
Dla wytchnienia wstępuję do gmachu biblioteki wojewódzkiej na kawę i po nowe książki.
Później siedzenie na starówce i czytanie w celu „zabicia czasu” do następnego spotkania. Ot i tak biegam. Książki przerabiane obecnie:
-dalej „Krwiopijcy” Christophera Moore’a – dopiero teraz, między spotkaniami, w autobusie i wieczorami znajduję czas na czytanie.
– „Ulica Tysiąca Kwiatów” Gail Tsukiyamy. Wypożyczona dziś z „wojewódzkiej”. Po przeczytaniu kilku pierwszych stron, wiem, że mnie zainteresuje.
– „Haiku” – tł. Agnieszka Żuławska-Umeda. Również wypożyczona dzisiaj ale „polowałam” na nią od dawna. Dopiero 3 dni temu została zwrócona do bibliotecznych zasobów.

Jak już wspominałam – mam nowego „podopiecznego ^^

Jeszcze nie dostał oficjalnego imienia. Rozważam jednak imię „Ambroży”. Może ktoś z was ma jakiś lepszy pomysł? Chętnie wysłucham propozycji 🙂 Jeden warunek – musi zaczynać się na literę „A”. Taki drobny „zwyczaj” nazywania storczyków.

Nowojorscy kryminaliści zawitali do zadupia północy czyli do Olsztyna!
Ponoć [według „olsztyn.gazeta.pl”] moje miasto było jedynym jakie zespół miał odwiedzić w tym roku w Polsce. Chłopaki przylecieli do naszego kraju po swoim londyńskim koncercie.  Wielkim zaskoczeniem dla wielu osób był fakt, że to własnie na olsztyńskiej plaży miejskiej zespół zagra jedyny w tym roku koncert w Polsce.
Kilka miejscowych kapel supportowało nowojorczyków. Byli to The Lollipops i znienawidzony przeze mnie Big Day. Chciałam ominąć supporty i dlatego wybraliśmy się na plaże na 21:30 – godzinę w której Criminalsi planowo mieli wyjść na scenę. Jak się niestety okazało, było ok. 2 godziny „obsuwy” i Big Day „umilał” mi czekanie na gwiazdę wieczoru.
Oczekiwanie na nowojorczyków trwało bardzo długo. Nastąpiły przez to przesunięcia w harmonogramie imprezy – pokaz sztucznych ogni zrealizowano przed wejściem głównej gwiazdy na scenę.
Czekanie na Fun Lovin’ Criminals trwało około 1,5 godziny. Ekipa zespołu bardzo długo rozstawiała wszystko na scenie, dostrajała sprzęt i testowała czy wszystko jest jak powinno .Wiele osób, wkurzonych długim czekaniem, zebrało się do domu. Moja noga dała mi się we znaki boląc piekielnie, ale stwierdziłam, że dopóki będę „jakoś” dawała radę to wytrzymam.
W końcu, po ok 1,5 godziny czekania zespół wyszedł na scenę. Skromnie wyglądający, dużo bluzgający rozpoczęli  granie. Dałam radę wytrzymać chyba z 7 kawałków po czym „noga stwierdziła – nie mogę już zbieramy się”. Nie żałowałam, że zbieram się przed końcem. Przed odejściem zdążyłam jednak zrobić kilka fajnych zdjęć 🙂

Ogólna ocena:
Fajnie, że do takiego, małego w gruncie rzeczy, miasta jak Olsztyn zawitała tak znana kapela.  Do momentu do którego dałam radę wytrzymać, Criminalsi grali świetnie. Jedyne do czego mam zastrzeżenia, to bardzo długi czas oczekiwania na zespół i brak kultury ludzi stojących pod sceną. Wiele osób zachowywało się po prostu w chamski i prostacki sposób nie szanując innych stojących obok. Na to nie mam jednak wpływu. Koncert uważam za udany 🙂

Poniżej zdjęcia z koncertu. Pierwsze trzy to członkowie zespołu Big Day, reszta to FLC 🙂

„O czym i dlaczego”

Blog ten poświęcony jest pewnemu drzewku bonsai.

Jest też poświęcony jego właścicielce, która ze swojego punktu widzenia stara się rozpatrywać różne ludzkie zachowania i sytuacje, które przynosi nam życie.

Właścicielce, która maniakalnie fotografuje wszystko, co uznaje za godne uwiecznienia.
Według niej dobry koncert to taki, na którym większość czasu spędza na robieniu zdjęć .

Właścicielce, której rozbieżności w guście muzycznym są często przez innych wyśmiewane. Na której biurku stoi akwarium, w którym mieszka karpik koi zwany Ojcem Dyrektorem.

Słuchawszy ♫

Zdecydowanie ZA dużo radia...

Poza radiem - kompletny random

Prawa autorskie

Wszystkie teksty i zdjęcia (jeśli nie jest zaznaczone inaczej) zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa i są moją własnością. Ich powielanie oraz dokonywanie na nich jakichkolwiek innych czynności bez mojej zgody ani wiedzy jest zabronione.