You are currently browsing the category archive for the ‘nerwica’ category.

Już od kilku dni obiecuje sobie, że napisze wreszcie posta, ale nie mogę na to za cholerę znaleźć czasu :/

Niech ja tylko doprowadzę sprawy osobiste do „jako-takiego pionu” to wreszcie znajdę czas na pisanie.

Póki co – bieganie, załatwianie, planowanie kolejnego załatwiania etc.

P.S. Nawet przed obroną nie miałam tyle spraw na głowie 😛 Chociaż jest pozytywny akcent – moja chlorofilowa menażeria powiększyła się o kolejnego podopiecznego ^^

Reklamy

Wczoraj był bardzo dziwny dzień. Od 9:00 rano do 14:00 stres, bluzgi, nerwy i szeroko pojęta chęć dokonania mordu na wybranych osobach. Od 14:00 do 16:50 sen. Stres wykradł mi większość sił witalnych i zmusił mój organizm do pogrążenia się w sennym letargu.

Ulgę emocjonalną przyniósł wieczór. Umówiona ze znajomą do kina pojechałam na miasto. Odmóżdżające filmy jak „Seks w wielkim mieście 2” są czymś, czego czasami potrzeba. Odebrałyśmy bilety i postanowiłyśmy jakoś „konstruktywnie” wykorzystać pół godziny, które pozostało do seansu. Po dokonaniu zakupów w postaci masy żelek udałyśmy się na „łażenia po sklepach” dla zabicia nudy. Gdy przekroczyłyśmy próg działu z bielizną znowu ujawnił się mój „majtkoholizm” (pisząc to mam na myśli uzależnienie od kupowania majtek). Tak, wiem. Brzmi to z deczka dziwnie, ale nie potrafię się oprzeć kupowaniu właśnie tej części damskiej bielizny. Jeżeli na koncie jest pusto, a nie posiadam gotówki sprawa się rozwiązuje. Nie należę do stadium zaawansowanego czyli do zapożyczania się. No i oczywiście jeżeli jest odpowiedni rozmiar. W przypadku braku takowego – problem również znika.
Tym razem, na moje nieszczęście, posiadałam przy sobie trochę gotówki, a ze znalezieniem odpowiedniego rozmiaru również nie było problemu. Gdy tylko wyszłyśmy ze sklepu zaczęłam mieć wyrzuty sumienia, że ZNOWU kupiłam sobie KOLEJNE gacie ==
A że nie mam zwyczaju zwracać zakupionych rzeczy do sklepu, to moja „majtkowa kolekcja” powiększa się coraz bardziej.

Sam film – masakra. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Przewidywalny aż do bólu. Dobrze, że chociaż piankowe żelki odrobinę zabijały uczucie „co ja tu do cholery robię?”. Mimo ogólnie negatywnej oceny dla filmu wieczór uznaje za udany. Wypady ze znajomą potrafią czasem przynieść psychiczną ulgę.

Sprawcy całego „nałogowego” zamieszania.

Dziś jest jeden z takich dni kiedy nic się nie udaje. Kompletnie nic.

Wszystko zwala się na łeb, lewa noga wrednie odmawia posłuszeństwa, a nawet prozaiczna czynność jak gotowanie doprowadza do szału.

No żesz psia mać, czemu akurat dzisiaj?
Przez ból nogi i niemożność normalnego chodzenia, będę oczywiście musiała załatwiać większość pierdół jutro. Tylko, że jutro połowa miejsc nie jest czynna od 10-18 tylko od 10-14, więc zostaje mi mniej czasu.  No ale dzisiaj nie mam już innego wyjścia: albo będę siedzieć dzisiaj w domu i na spokojnie odczekam ból, albo będę „kuśtykać” przez miasto i chlipać, przez to że boli.

„O czym i dlaczego”

Blog ten poświęcony jest pewnemu drzewku bonsai.

Jest też poświęcony jego właścicielce, która ze swojego punktu widzenia stara się rozpatrywać różne ludzkie zachowania i sytuacje, które przynosi nam życie.

Właścicielce, która maniakalnie fotografuje wszystko, co uznaje za godne uwiecznienia.
Według niej dobry koncert to taki, na którym większość czasu spędza na robieniu zdjęć .

Właścicielce, której rozbieżności w guście muzycznym są często przez innych wyśmiewane. Na której biurku stoi akwarium, w którym mieszka karpik koi zwany Ojcem Dyrektorem.

Słuchawszy ♫

Zdecydowanie ZA dużo radia...

Poza radiem - kompletny random

Prawa autorskie

Wszystkie teksty i zdjęcia (jeśli nie jest zaznaczone inaczej) zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa i są moją własnością. Ich powielanie oraz dokonywanie na nich jakichkolwiek innych czynności bez mojej zgody ani wiedzy jest zabronione.

Reklamy