You are currently browsing the category archive for the ‘Korzonki’ category.

Przypalone ciastka z rana…ach co za zapach! ;P
Dobrze, że tylko pierwsza „partia” bezglutenowych ciastek tak źle wypadła. Druga jest zdecydowanie bardziej zjadliwa.
Węgiel nie jest mi aż tak bardzo potrzebny, więc co się dało zeskrobać zostało usunięte, a zjadliwe pozostałości pierwszej tury znikają sukcesywnie ;)

Nowy porządek życia pojawił się nagle i niespodziewanie.

Więcej na:

http://marakyo.pl

Reklamy

„Ból głowy potrafi być wredny. Zwłaszcza kiedy „nawiedza” mnie w kompletnie nieodpowiednich momentach. Dookoła cisza, spokój, brak nerwów i podwyższonego ciśnienia…a tu *bah*.”

Więcej na:

www.marakyo.pl

Te myśli często przewijają się ostatnio przez moją głowę.

Nie znoszę takich sytuacji, na które nie mogę nic poradzić.
Nie znoszę takich sytuacji, kiedy widzę, że wszystko to co, sądziłam o danej osobie mogę sobie „wsadzić”.
Nie znoszę kiedy ktoś mówi, że zależy mu na mojej opinii, po czym ignoruje to co mówię na zmianę z obrażaniem się.
Nie znoszę być rozczarowana i zniesmaczona ludźmi, których uważałam za wartościowych.
Nie znoszę tego wszystkiego…bo to boli. Jak chyba każdy zawód na drugim człowieku.

Tracę dobrego znajomego. Tracę go nie z czyjejkolwiek winy, ale przez jego życiowe wybory i zmiany jakie dokonują się w jego charakterze. Zmiany gwałtowne i niekiedy o 180 stopni.
Po raz kolejny w moim życiu dzieje się tak, że to co wiedziałam o danej osobie wydaje się zbiorem, który należałoby umieścić w kategorii „może i kiedyś było, ale za cholerę nie wróci”.

Nie jest mi łatwo to wszystko w sobie ogarnąć.
Ciągle szukam swojego miejsca we Wrocławiu. Niezbyt idzie mi odnajdywanie się tu. Mam kilka „miłych”  punktów ale żaden nie jest „tym moim”. Choćby takim na początek.

Jest tu jednak pewna osoba, która bardzo stara się mi pomóc i sprawić mi radość. Nie musi mi przychylać nieba, wystarczy, że chce jej się mnie słuchać, próbuje zrozumieć moje wady i wątpliwości, a co najważniejsze – zawsze stara się znaleźć dla mnie czas. To pomaga. Bardzo pomaga.

W życiu tak to już chyba jest, że coś tracimy i coś zyskujemy.
Tracę dobrego znajomego, bo endorfiny, hormony i sperma zalały mu mózg. Nie bronię mu szczęścia, ale po tym jak się przy naszym ostatnim spotkaniu zachowywał – niezbyt chcę go widzieć. Poziom „miłosno-seksowego zaślepienia” sięgnął braku szacunku dla poglądów innych (m.in. moich).
Za to, powoli chyba zyskuję poniekąd bratnią duszę, której chce się mnie słuchać i ze mną spotykać. Która jest szczera i mówi mi co myśli nawet wtedy, kiedy okazuje się to niezbyt miłe. To w niej cenię. Poza tym, działa na mnie uspokajająco. Po spotkaniach z nią nabieram odrobiny wiary, że wszystko się ułoży, a to co złe w moim życiu niedługo się odmieni.

 

K. – Dziękuję Ci.

Chyba nie ma co liczyć na powrót lata.
Natura nieuchronnie kieruje nas na jesienne tory.  Zwierzęta i rośliny też to czują.
Na motylki nie ma już co liczyć. Czasami tylko pojedyncza  pszczoła „pokaże się” na balkonie, zbierając ostatnie pyłki. Póki pogoda była ładna, miło było siedzieć na balkonie je obserwować.


Teraz, niestety, nie widuję już pięknych zachodów słońca tylko wiszące nisko, przytłaczające chmurzyska. Zimny wiatr zgina drzewa. Nawet uchylone okno sprawia, że na skórze pojawia się „gęsia skórka”.

Czas pożegnać się z latem, a kiedy przestanie padać wybrać się na poszukiwanie jesiennych liści.

Ostatnie książkowe zakupy. Teraz tylko pozostało wygospodarować trochę czasu i czytać, czytać i jeszcze raz… 😉

Przyznaję, nie moje. Rodzice uwielbiają chodzić po lesie w poszukiwaniu grzybów.
Mnie najlepiej idzie rozpoznawanie kurek 😛

Kita była wręcz zaaferowana zawartością miski. Ocierała się o nią, zaglądała. Ta kocica chyba lubi zapach lasu 😉

Reszta zbiorów:

Drugi, planowany wypad do lasu – jutro. Kto wie…może i ja dam się namówić? 🙂
Już jeden wypad „zbieraniowy” niedawno zaliczyłam. Wtedy był koło mnie ktoś z kim chciało mi się chodzić po lesie. Uwieczniać leśne pająki, światło słońca migoczące między drzewami. Teraz kiedy pada, jest zimno, a ukochana osoba wyjechała, niezbyt chce mi się łazić po leśnych krzakach.
Chociaż zapach wilgotnego mchu po deszczu doskonale uspokaja i podnosi na duchu.

„Uwierzcie mi…naprawdę kocham deszcz”

Od wczoraj dźwięki piosenki Roberta Kasprzyckiego – „Naprawdę kocham deszcz” przygrywają w słuchawkach . Odkąd usłyszałam ją przypadkiem w radiowej trójce prawie trzy lata temu towarzyszy mi ona w każdej złej sytuacji lub chwili zadumy.

„Lubię gdy deszcz obejmuje mnie

Mówiąc że nikt nie zobaczy łez

Nikt nie okłamie, nie zrani już

Tak szepcze deszcz mokry anioł stróż

i wiem że będę już zawsze sam

bez gorzkich prawd i półsłodkich kłamstw

bo jeśli tego na prawdę chcesz

samotność jest jak deszcz”

Zaczęłam doceniać obecność mojego „anioła stróża”. Choć jest ode mnie oddalony o prawie 500 km czuwa nade mną. Miło jest wiedzieć, że jest się dla kogoś ważnym. Choć brak fizycznej, namacalnej bliskości niekiedy wykańcza. Psychicznie i emocjonalnie. Taka samotność jest najgorsza.
Chociaż i tak staram się wytrzymać. Chyba dla tego anioła warto.

Czasami jest tak, że wszystko „zwala mi się na głowę” na raz. Ostatnie dwa tygodnie właśnie takie były.

Znowu sąd i wizyty u prawnika.
Znowu spotkania organizacyjne w sprawie konwentu.
Znowu załatwianie papierkowych pierdół.

Tym razem niestety był i wypadek. Po porannych badaniach wyszłam ze szpitala, ale po chwili do niego wróciłam. Tym razem karetką. SOR*, tomografia, RTG, znowu SOR. Dobrze, że trafiłam do szpitala, w którym pracuje moja mama. Przynajmniej było kilka znajomych osób i było do kogo usta otworzyć.

* Szpitalny Odział Ratunkowy (wiem, że dla niektórych rozwinięcie tego skrótu jest pewnie oczywiste, ale spotkałam takie osoby, które nie miały pojęcia co to)

Przez to wszystko już któryś raz musiałam odkładać termin wyjazdu. ZNOWU.

Dobrze, że chociaż rodzicom urlop się trochę udał. W tym roku pojechali nad morze i na Jarmark Dominikański sami. Mama jednak zrealizowała wszystkie moje prośby. Kupowanie herbaty w pewnej gdańskiej herbaciarni chyba stanie się naszą tradycją. Już drugi raz wizyta w tym lokalu była ważnym punktem programu „gdańskiego wypadu”. W moim mieście w wielu herbaciarniach są herbaty o takich samych nazwach, czasem o bardzo podobnym składzie ale zdecydowanie nie smakują tak dobrze jak te. Tym razem mama kupiła mi o wiele większy zapas i mam nadzieję, że wystarczy mi on do przyszłorocznego jarmarku 😉

Dziękuję wszystkim, którzy mnie odwiedzali w czasie „pilnowania” domostwa i kociej lokatorki.  Specjalne podziękowania dla pewnej osóbki z Suwałk, która pełna zrozumienia, wysłuchiwała mojego zrzędzenia.

Z odwiedzinami wiąże się też miła historia. Po chyba pięciu latach bardzo ograniczonego kontaktu, do Olsztyna przyjechała moja znajoma ze swoim mężem. Cudowna para. Ona – przemiła. On – zabawny. Miło było się spotkać po tak długim czasie.

Dopiero wczoraj udało mi się wyjechać. Teraz może trochę odetchnę. W przyszłym tygodniu powrót do Olsztyna. Tym razem jednak nie będę jechała sama.

Jeszcze rok temu gdy szłam po ulicach przysłaniając głowę moją haftowaną parasolką, ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę. Widok wachlarza też wzbudzał zdziwienie. Teraz zarówno parasolka jak i wachlarz zdają się być elementami pożądania. Wyraz na twarzach niektórych Pań jest „zabójczy” (dosłownie i w przenośni). Patrzą na mnie jakby miały mnie za chwile ogłuszyć i ukraść upragniony przedmiot dający względnych chłód.

„Bieganie” w taki upał po urzędach i załatwianie przeróżnych papierów bywa zdecydowanie męczące. Zwłaszcza kiedy okazuje się, że przyszłam w dobre miejsce, ale te dokumenty posiadają piętro niżej w pokoju „x” do którego kolejka ciągnie się przez cały korytarz. Po takim „odprawianiu” z pokoju do pokoju, wszystkiego się człowiekowi odechciewa.
Nawet pisania na blogu 😉

Kwestie uczelniane też już w jednej placówce załatwione. „Kandydat przyjęty”. No to 50% sukcesu. Wyniki z drugiej uczelni będą dopiero pod koniec września :/ Niestety, jeszcze tyyyyle czasu  i człowiek póki co niezbyt wie czy może na coś liczyć czy nie. Oby się udało.

Wstępny pomysł „Olsztyna na co dzień – w obiektywie” opóźnia się przez ten upał. Wiem, że teraz tracę pewnie setki „ciekawych ujęć”, ale mówiąc szczerze, mam to gdzieś. Zabiorę się za realizację kiedy te upały trochę zelżą. Tak będzie lepiej dla mnie. Jako jednostka nie znosząca wystawiania swojego ciała na upał i działanie promieni słonecznych, wolę z tym poczekać.

Podwórkowe nietoperze chyba też mają dosyć upałów i „pokazują się” nad placem zabaw coraz później. Ucieszyła mnie informacja, że wiele osób z Lelowa (teren popowodziowy) zakłada na podwórkach tzw. „batbox’y” czyli skrzynki dla nietoperzy. Nietoperze potrafią zjeść ok. 2000 owadów jednej nocy. Dzięki echolokacji, z „namierzaniem” komarów również nie mają problemów 😉
W takich chwilach żałuję, że mieszkam w bloku i raczej mogę zapomnieć o tym, że spółdzielnia zgodziłaby się na umieszczenie takiej skrzynki na ścianie któregoś z bloków.

Za to mamy kolejnych mieszkańców koło placu zabaw. To para srok. Rzadko widać je razem, ale czasami latają wspólnie i odganiają inne sroki ze swojego terenu. Upodobały sobie ostatnio skakanie po blaszanym daszku na mojej klatce schodowej. Skaczą, skrzeczą i tym samym zapewniają mi pobudkę ok. godziny 8-9 rano.

Ot i tak sobie skacze i tupie.

Nowojorscy kryminaliści zawitali do zadupia północy czyli do Olsztyna!
Ponoć [według „olsztyn.gazeta.pl”] moje miasto było jedynym jakie zespół miał odwiedzić w tym roku w Polsce. Chłopaki przylecieli do naszego kraju po swoim londyńskim koncercie.  Wielkim zaskoczeniem dla wielu osób był fakt, że to własnie na olsztyńskiej plaży miejskiej zespół zagra jedyny w tym roku koncert w Polsce.
Kilka miejscowych kapel supportowało nowojorczyków. Byli to The Lollipops i znienawidzony przeze mnie Big Day. Chciałam ominąć supporty i dlatego wybraliśmy się na plaże na 21:30 – godzinę w której Criminalsi planowo mieli wyjść na scenę. Jak się niestety okazało, było ok. 2 godziny „obsuwy” i Big Day „umilał” mi czekanie na gwiazdę wieczoru.
Oczekiwanie na nowojorczyków trwało bardzo długo. Nastąpiły przez to przesunięcia w harmonogramie imprezy – pokaz sztucznych ogni zrealizowano przed wejściem głównej gwiazdy na scenę.
Czekanie na Fun Lovin’ Criminals trwało około 1,5 godziny. Ekipa zespołu bardzo długo rozstawiała wszystko na scenie, dostrajała sprzęt i testowała czy wszystko jest jak powinno .Wiele osób, wkurzonych długim czekaniem, zebrało się do domu. Moja noga dała mi się we znaki boląc piekielnie, ale stwierdziłam, że dopóki będę „jakoś” dawała radę to wytrzymam.
W końcu, po ok 1,5 godziny czekania zespół wyszedł na scenę. Skromnie wyglądający, dużo bluzgający rozpoczęli  granie. Dałam radę wytrzymać chyba z 7 kawałków po czym „noga stwierdziła – nie mogę już zbieramy się”. Nie żałowałam, że zbieram się przed końcem. Przed odejściem zdążyłam jednak zrobić kilka fajnych zdjęć 🙂

Ogólna ocena:
Fajnie, że do takiego, małego w gruncie rzeczy, miasta jak Olsztyn zawitała tak znana kapela.  Do momentu do którego dałam radę wytrzymać, Criminalsi grali świetnie. Jedyne do czego mam zastrzeżenia, to bardzo długi czas oczekiwania na zespół i brak kultury ludzi stojących pod sceną. Wiele osób zachowywało się po prostu w chamski i prostacki sposób nie szanując innych stojących obok. Na to nie mam jednak wpływu. Koncert uważam za udany 🙂

Poniżej zdjęcia z koncertu. Pierwsze trzy to członkowie zespołu Big Day, reszta to FLC 🙂

„O czym i dlaczego”

Blog ten poświęcony jest pewnemu drzewku bonsai.

Jest też poświęcony jego właścicielce, która ze swojego punktu widzenia stara się rozpatrywać różne ludzkie zachowania i sytuacje, które przynosi nam życie.

Właścicielce, która maniakalnie fotografuje wszystko, co uznaje za godne uwiecznienia.
Według niej dobry koncert to taki, na którym większość czasu spędza na robieniu zdjęć .

Właścicielce, której rozbieżności w guście muzycznym są często przez innych wyśmiewane. Na której biurku stoi akwarium, w którym mieszka karpik koi zwany Ojcem Dyrektorem.

Słuchawszy ♫

Zdecydowanie ZA dużo radia...

Poza radiem - kompletny random

Prawa autorskie

Wszystkie teksty i zdjęcia (jeśli nie jest zaznaczone inaczej) zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa i są moją własnością. Ich powielanie oraz dokonywanie na nich jakichkolwiek innych czynności bez mojej zgody ani wiedzy jest zabronione.