Ostatnio nie miałam kiedy pisać.
Ochoty również było brak.
Teraz chęci również jest niewiele.
Pewnie dlatego, że trochę się w moim życiu „ruszyło”.

  1. Już po rozprawie sądowej. O dziwo strona przeciwna w ogóle się nie pokazała, a łączny czas spędzony przeze mnie na sali sądowej to ok 5 minut łącznie.  Było trochę zabawnie. Sędzia sympatyczny. Wyrok dla mnie pomyślny. Oby zastosowanie się do wyroku przez stronę przeciwną było równie „przystępne” jak mój dzisiejszy pobyt w sądzie.
    Jestem najszczęśliwsza z faktu, że to wreszcie się skończyło, bo cała „zadyma” trwała od lutego.
  2. Wrocław woła. A konkretnie instytut dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Wyprowadzka z domu w środę, a nawet nie zaczęłam się pakować.
  3. Już po konwencie.  Moim zdaniem wyszło całkiem nieźle. Jak na imprezę lokalną z bardzo kiepską reklamą, uczestnicy dopisali 🙂
    Wiem jedno – wycinanie identyfikatorów, laminowanie ich, kolejne wycinanie i dziurkowanie nie byłoby takie sprawne gdyby nie pomoc.
    Dzięki Sivy :*
Reklamy