Czasami jest tak, że wszystko „zwala mi się na głowę” na raz. Ostatnie dwa tygodnie właśnie takie były.

Znowu sąd i wizyty u prawnika.
Znowu spotkania organizacyjne w sprawie konwentu.
Znowu załatwianie papierkowych pierdół.

Tym razem niestety był i wypadek. Po porannych badaniach wyszłam ze szpitala, ale po chwili do niego wróciłam. Tym razem karetką. SOR*, tomografia, RTG, znowu SOR. Dobrze, że trafiłam do szpitala, w którym pracuje moja mama. Przynajmniej było kilka znajomych osób i było do kogo usta otworzyć.

* Szpitalny Odział Ratunkowy (wiem, że dla niektórych rozwinięcie tego skrótu jest pewnie oczywiste, ale spotkałam takie osoby, które nie miały pojęcia co to)

Przez to wszystko już któryś raz musiałam odkładać termin wyjazdu. ZNOWU.

Dobrze, że chociaż rodzicom urlop się trochę udał. W tym roku pojechali nad morze i na Jarmark Dominikański sami. Mama jednak zrealizowała wszystkie moje prośby. Kupowanie herbaty w pewnej gdańskiej herbaciarni chyba stanie się naszą tradycją. Już drugi raz wizyta w tym lokalu była ważnym punktem programu „gdańskiego wypadu”. W moim mieście w wielu herbaciarniach są herbaty o takich samych nazwach, czasem o bardzo podobnym składzie ale zdecydowanie nie smakują tak dobrze jak te. Tym razem mama kupiła mi o wiele większy zapas i mam nadzieję, że wystarczy mi on do przyszłorocznego jarmarku 😉

Dziękuję wszystkim, którzy mnie odwiedzali w czasie „pilnowania” domostwa i kociej lokatorki.  Specjalne podziękowania dla pewnej osóbki z Suwałk, która pełna zrozumienia, wysłuchiwała mojego zrzędzenia.

Z odwiedzinami wiąże się też miła historia. Po chyba pięciu latach bardzo ograniczonego kontaktu, do Olsztyna przyjechała moja znajoma ze swoim mężem. Cudowna para. Ona – przemiła. On – zabawny. Miło było się spotkać po tak długim czasie.

Dopiero wczoraj udało mi się wyjechać. Teraz może trochę odetchnę. W przyszłym tygodniu powrót do Olsztyna. Tym razem jednak nie będę jechała sama.

Reklamy