Dzisiejszy wieczór miał upłynąć pod znakiem meczu Hiszpania – Paragwaj…
I było tak do momentu kiedy mama zawołała mnie na balkon.  Słowa, które powiedziała sprawiły, że zapomniałam o meczu – „Chodź szybko! Nietoperze!”. Od razu pobiegłam zobaczyć owe cuda 🙂
Fruwały nad placem zabaw, który mieści się zaraz za moim balkonem. W zeszłym roku nie było ich widać i myślałyśmy, że ktoś ze spółdzielni czy schroniska zlikwidował ich lokum albo że przeniosły się gdzieś indziej. Ale są! Zwierzątka, które lubię najbardziej na świecie dalej mieszkają na naszym podwórku!

Wzmożona ilość komarów i fruwających żuków to doskonała okazja do „nietoperzowych obserwacji”.
Parka chyba doczekała się młodego, bo do tej pory zawsze nad placem krążyły dwa, a teraz była to trójka. Obiektyw mojego aparatu, niestety, nie jest zbyt jasny, ale może jakoś uda mi się choć „uchwycić” sylwetkę fruwających lokatorów.

Oj ile bym dała, żeby choć przez chwilę móc potrzymać takiego na dłoni i zobaczyć go z naprawdę bliska… *marzenia*
Kiedyś może się to uda. Mój wujek pracuje w miejskim schronisku dla zwierząt i czasem zdarzało mu się jeździć na interwencje w sprawie nietoperzy. Często trafiają one wtedy do weterynaryjnej kliniki uniwersyteckiej. Zanim jednak się tam znajdą są przez moment w schronisku. Właśnie wtedy, dzięki uprzejmości wujka, miałabym szansę na oglądanie nietoperka z bliska ^^
Póki co wiem już, że kilka najbliższych wieczorów poświęcę na obserwowanie tych skrzydlatych ssaków 🙂

Reklamy