Piwo o aromacie lawendy było jednym z najsmaczniejszych trunków jakich miałam okazję spróbować podczas oblewania obrony. Pomysł połączenia piwa i aromatu lawendy – własny. Tego smaku nie zapomnę i mam zamiar go sukcesywnie „utrwalać”. Niedługo wejdę w posiadanie „lawendowej butelki” dzięki uprzejmości właścicielki olsztyńskiego pubu Pryzmat.  Syropy barmańskie, które Pani Ala sprowadza do swojego lokalu są po prostu nieziemskie!

Po procesie świętowania znaleźliśmy się ze znajomym w na pewnym koncercie. Kompletnie tego nie planowaliśmy. Oczekiwanie na wyjście zespołu umiliło mi „podglądanie szklanym okiem” pewnej pary.

Jak stwierdził mój towarzysz Tomek – „nie ma nic cenniejszego niż uśmiech kobiety” i na jego wyraźne życzenie drugie zdjęcie znalazło się tutaj 😉

Kilka fotek z koncertu (cholera nawet nie pamiętam co to był za zespół) :

Ogólnie teraz trwam w fazie załatwiania.
Dla wytchnienia wstępuję do gmachu biblioteki wojewódzkiej na kawę i po nowe książki.
Później siedzenie na starówce i czytanie w celu „zabicia czasu” do następnego spotkania. Ot i tak biegam. Książki przerabiane obecnie:
-dalej „Krwiopijcy” Christophera Moore’a – dopiero teraz, między spotkaniami, w autobusie i wieczorami znajduję czas na czytanie.
– „Ulica Tysiąca Kwiatów” Gail Tsukiyamy. Wypożyczona dziś z „wojewódzkiej”. Po przeczytaniu kilku pierwszych stron, wiem, że mnie zainteresuje.
– „Haiku” – tł. Agnieszka Żuławska-Umeda. Również wypożyczona dzisiaj ale „polowałam” na nią od dawna. Dopiero 3 dni temu została zwrócona do bibliotecznych zasobów.

Jak już wspominałam – mam nowego „podopiecznego ^^

Jeszcze nie dostał oficjalnego imienia. Rozważam jednak imię „Ambroży”. Może ktoś z was ma jakiś lepszy pomysł? Chętnie wysłucham propozycji 🙂 Jeden warunek – musi zaczynać się na literę „A”. Taki drobny „zwyczaj” nazywania storczyków.

Advertisements