Dziś jest jeden z takich dni kiedy nic się nie udaje. Kompletnie nic.

Wszystko zwala się na łeb, lewa noga wrednie odmawia posłuszeństwa, a nawet prozaiczna czynność jak gotowanie doprowadza do szału.

No żesz psia mać, czemu akurat dzisiaj?
Przez ból nogi i niemożność normalnego chodzenia, będę oczywiście musiała załatwiać większość pierdół jutro. Tylko, że jutro połowa miejsc nie jest czynna od 10-18 tylko od 10-14, więc zostaje mi mniej czasu.  No ale dzisiaj nie mam już innego wyjścia: albo będę siedzieć dzisiaj w domu i na spokojnie odczekam ból, albo będę „kuśtykać” przez miasto i chlipać, przez to że boli.

Reklamy