„Moja kawa” (czytaj – pół litra zimnego mleka, 1,5 łyżki stołowej kawy, brązowy cukier w ilościach masowych i odrobina cynamonu) a do tego bułeczka z masłem orzechowym ^^ Własna „poranna rozrzutność smakowa” mnie zadziwia.

Zadziwia mnie też przekaz stacji TVN24 z ich „błękitnych”. Jak co rano, po otworzeniu oczu, pierwsze co robię to włączam telewizor, by to „gadanie z oddali” mnie rozbudziło. Domyślny kanał to tvn24. Dziś rano, po wprowadzeniu w życie tego codziennego przyzwyczajenia, zobaczyłam na ekranie hektolitry wody rozprowadzone na ogromnych obszarach. Telewizyjny helikopter latał dookoła jednego domu, w którym znajdowali się ludzie i z tarasu machali „białą szmatą”. Dokładna lokalizacja domu została przez stację przekazana odpowiednim służbom. Jak to się ostatecznie skończyło – nie wiem. Przełączyłam po jakiś 15 minutach kiedy to ludzie zaczęli wydzwaniać do stacji, że są uwięzieni we własnych domach. Zadałam sobie w myślach tylko jedno pytanie: „Skoro wiedzieliście, że poziom wody się podnosi i tak to się może skończyć, to czemu żeście do cholery stamtąd nie spieprzali?”. Prezenterce żalił się jakiś mężczyzna, który niedawno przeszedł operację serca i siedzi „odcięty od świata” na swoim strychu, nie ma leków i jaki to on biedny. Nosz do ciężkiej cholery! Wiesz, że jesteś po operacji – wiej stamtąd albo pierwsze co, to zabieraj leki, jakiekolwiek płyny nadające się do picia i choćby trochę żywności, komórkę i dzwoń po służbach, że tu siedzisz i niech cię ktoś ratuje.

Ale nie wiem, może to ja jestem jakaś nienormalna.  Rozumiem, że szkoda im stracić wszystkie rzeczy. Mnie też byłoby szkoda, ale chyba jednak wolałabym, zabrać co naprawdę najcenniejsze i uciekać.

Advertisements