Czemu tak jest do ciężkiej cholery, że zawsze kiedy już mi się wydaje, że mogę na kogoś liczyć, to się psia mać okazuje, że niestety się przeliczyłam?
Chyba jestem zbyt naiwna czasami w stosunku do ludzi. Zawsze liczę na to, że  może tym razem nie będę komuś potrzebna tylko jako „ktoś użyteczny, bo mogę mieć z tego … „. Liczę na bezinteresowność, a ostatecznie dostaję kopa w dupę.
Nie mam siły. Po prostu nie mam siły. Czasem osoby, których nigdy osobiście nie poznałam są dla mnie milsze niż ludzie, którzy znają mnie od kilku lat. Wiem, że wcale nie jestem „przystępna charakterowo” ale serio się staram. Tylko teraz pada pytanie : „po jaką cholerę?”

Reklamy