Nie było mnie w domu tylko sześć dni, a wracałam jak do czegoś kompletnie obcego. Gdyby nie akwarium i kwiaty, pokój byłby zupełnie „nie mój”. Po wyjeździe zostały mi wspomnienia, kilka zdjęć i koraliki „kotki” z których zrobiłam rano kolczyki.

Andżela wypuszcza coraz więcej nowych listków. Przybywa mojej owadożernej przyjaciółki 🙂 Pafnucy też jakoś beze mnie przeżył. Reszta maluchów trochę przelana, chyba przez nadgorliwość znajomej opiekunki 😉 Damy jednak radę i nie będzie tak źle.

Okazało się niestety, że Marian (glonojad) jest chory 😦 Chyba „podłapał” pleśniawkę. Mam nadzieję, że preparat leczniczy jakoś mu pomoże. Oby tylko miał siły żeby walczyć…

*Życzenie osobiste*

Chciałabym, żeby to moje głupie serce przestało tak cierpieć. Żeby wreszcie było szczęśliwe dłużej niż kilka dni.

Reklamy