Od pogrzebu nie byłam na grobie prababci. Jakoś nie mogłam się przemóc. Wiedziałam, że jeśli tam pójdę to się rozkleję. Na pogrzebie nie płakałam ani odrobinę. Po prostu nie czułam się wcześniej gotowa, na taką „wizytę”. Dzisiaj jednak chciałam jechać. Czułam, że chcę, muszę i że powinnam. Zabrałam ze sobą aparat i nie pożałowałam, bo oprócz „pomnikowych porządków”, chodziłam i robiłam zdjęcia.
Zaintrygował mnie ptak, który skakał po pobliskich drzewach. Nikt nie potrafił mi powiedzieć co to za gatunek 🙂
Może ktoś z was będzie wiedział.

Z lasu znajdującego się praktycznie za ogrodzeniem cmentarza dobiegały śpiewy ptaków. Było tak…wiosennie.
Na wielu opuszczonych grobach kwitło wiele drobnych kwiatków, które dodawały wszystkiemu uroku.

Wiem, że pewnie zabrzmi to „arcy mhrocznie i gotycko” ale lubię tak po prostu chodzić po cmentarzach. Robię to baaardzo rzadko. Dopiero wtedy gdy czuję, że to byłoby dobre. Nie pomyślałam jednak o jednym.
Gdybym zabrała dziś ze sobą słoik, miałabym wiele „posiłków” dla Andżeli 🙂 Ale nic straconego! Jutro jedziemy na działkę, a tam na pewno złapię jej jakieś smaczne kąski.

P.S. Skarpetki z krówkami zdecydowanie poprawiają humor.

Advertisements