Pierwsza „kawa po północy”, którą wypiłam. I tak od lutego co jakiś czas ożywa we mnie nocna chęć na kawę.

Dziś jest właśnie taka noc.
Jeszcze nie wiem czy ją wypiję.
Właśnie minęła północ i mogę jeszcze zmienić zdanie.

Może to zabrzmi śmiesznie, ale taka kawa to coś ważnego.
Taka zachcianka raz na jakiś czas.
Wiem, że nie powinnam się na nią kusić, a przynajmniej nie o takiej porze.
Ulegam jednak, bo rozpuszczalna kawa, zalana zimnym mlekiem z odrobiną cynamonu i duża ilością cukru, to coś, co warte jest łamania „własnych zasad”.

Advertisements