Bicie kościelnych dzwonów towarzyszyło mnie i znajomemu kiedy wychodziliśmy na spacer. Było wnerwiająco długie. No tak, w końcu składali w tym czasie ciało pary prezydenckiej do krypty na Wawelu. Po przejściu zdrowego kawałka osiedla, dźwięki  jednak zniknęły. Chodziliśmy przy polach, przez las, a „multum” ludzi idących leśnymi ścieżkami wzbudzał moje zdziwienie. Chyba wiele osób chciało uciec od tej pogrzebowej eskapady, nadawanej przez wszystkie media.
Po dwóch godzinach wróciłam do domu trochę zmęczona, ale zadowolona.  Połacie białych kwiatków rosnących w lesie jakoś fajnie nastrajały mnie podczas przechadzki.

Andżela  została przykładnie nakarmiona ćmą, która wleciała do mojego pokoju. Biedny,  nieświadomy swojego losu owad „tłukł” się przy żarówce i tym samym wydał na siebie wyrok. Teraz z jednego „pyszczka” wystają tylko skrzydełka. Nie ma to jak pożywna kolacja.

Reklamy