Ostatnio „zaszalałam”. Kupienie malutkiego owocu za prawie 8 złotych, wielu znajomych uznało za rozrzutność. Nie potrafię się jednak oprzeć tej gwiaździstej przyjemności dla podniebienia.

Zapach marzeń to perfumy „Libertine” brytyjskiej projektantki Vivienne Westood. Kurier przywiózł je dzisiaj rano i od tej pory ich zapach pomaga zregenerować moje „zszargane” ostatnio nerwy. Odreagowuje też poprzez modyfikacje odzieżowe. Czasami farbowanie odzieży (zwłaszcza bielizny) może przynosić zaskakujące efekty. Kolor czerwony ostatecznie okazuje się pomarańczowym. Mimo nieco innego efektu końcowego to i tak jestem zadowolona.

Reklamy