Dźwięk wyjącej syreny, odbijający się od osiedlowych bloków wywołał zadumę. Nie analizę i próbę zrozumienia  jak to było jeszcze do godziny 12:00, a zwykłą zadumę.

Zauważyłam przy tym jeden fakt. Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak wyrzut. Jest to tylko obiektywne   spostrzeżenie. Wielu „niewierzących” nawróciło się chwilowo w związku z tą tragedią. Każdy zaczepiony przez media przechodzień, deklaruje, że „idzie do kościoła by odmówić modlitwę za zmarłych”. Wypowiedzi ateistów ( a wierzę, że takie też zostały zarejestrowane) „trafiają” się sporadycznie albo wcale. To tak jakby ateiści brakiem wiary w boga „zabijali” czyjąś nadzieję.

Ja jestem agnostyczką i nie wiem czy istnieje coś po śmierci.  Nie oznacza to jednak, że nie współczuję rodzinom ofiar i nie ubolewam nad tą narodową tragedią.

Najważniejsza jest teraz szczerość ludzkich intencji, a nie „działanie na pokaz”. Oby wyciągnięte z tego wszystkiego wnioski, zostały jakoś wykorzystane i nie były tylko kurtuazyjną dywagacją.

Advertisements