W moim akwarium mieszkało wiele różnych stworzeń (z żabą, pająkami i roztoczami włącznie), ale obecności krewetki bym się w życiu nie spodziewała. Wszystko przez pewnego lisiego osobnika, który uświadomił mnie o ich istnieniu. Następnie kupił mi takowe stworzenie i zamieszkało ono w „nabiurkowym” akwarium. Krewetkę ochrzciłam imieniem Czesława. Zdrobnienie „Czesia” jakoś mi do niej pasowało.
Po burzliwych walkach terytorialnych z glonojadem, Cześka zamieszkała w lewym kącie akwarium, a Marian (glonojad) w prawym. W całej tej sytuacji bojownik (o dziwo!) pozostawał kompletnie bierny.

Przypatruję się mojej prywatnej krewetce w wolnych chwilach. Każde spojrzenie na nią, wywołuje na mojej twarzy uśmiech.
Mimo braku podobieństwa, przypomina mi ona też o jednej osobie. O długowłosym mężczyźnie, który wraz z tym małym skorupiakiem dał mi wiele radości.

Advertisements