Zapach cynamonu i życiowe retrospekcje to coś, co przynosi ze sobą każda zima. Zatłoczone autobusy są niby codziennie, ale te „zimowe” wersje są jakieś takie…fajniejsze niż zwykle. Szron na szybach i ulga na twarzach pasażerów mogących się choć trochę ogrzać.Podczas pewnego powrotu do domu, zdałam sobie sprawę, że wibrująca od pracy silnika kupa żelastwa, potrafi być przyjemna. Wibracje rozluźniły mnie. W poszukiwaniu tego samego odczucia zaczęłam się przyglądać twarzom siedzących w autobusie kobiet. Po obserwacji wielu z nich, odnalazłam tą jedną. Przymknięte oczy, usadowienie w fotelu i lekki uśmieszek trochę mnie uspokoiły. Chyba nie byłam jedyna osobą z takimi odczuciami.

Bonsai umarł. Mimo tego, że bardzo się starałam, nie udało mi się go uratować. Nie mam serca go wyrzucić i przez to stoi taki wyschnięty na parapecie. Wykorzystałam go jednak jako „drzewko świąteczne”. Przyozdobiony filcowymi płatkami śniegu, serduszkami i czerownymi koralikami, dalej prowadzi coś w rodzaju życia.

Reklamy